„Komar, niewielkie licho…”. Granatnik RPG-76 „Komar” i dziwne koleje jego losów

      Możliwość komentowania „Komar, niewielkie licho…”. Granatnik RPG-76 „Komar” i dziwne koleje jego losów została wyłączona

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku podstawę uzbrojenia przeciwpancernego na najniższych szczeblach Wojska Polskiego stanowiły granatniki przeciwpancerne RPG-7, czyli broń wielorazowego użytku, obsługiwana przez jedną osobę (drugi żołnierz – amunicyjny – przenosił torbę z zapasowymi pociskami). Dość niewielka masa (pusty granatnik ważył ok. 5 kg, a jeden pocisk ok. 2 kg), prostota konstrukcji, łatwość obsługi oraz bardzo duża skuteczność, spowodowały, że RPG-7 jest do dzisiaj najbardziej rozpowszechnionym na świecie typem ręcznego granatnika, używanym zarówno przez siły zbrojne ponad 40 państw (w tym nadal Polski), jak i przez liczne formacje nieregularne.

Granatnik RPG-7 z rękach żołnierza rządowej Narodowej Armii Afganistanu (ANA). Szkolenie w bazie Camp Shorabak (Afganistan, prowincja Helmand), 20 maja 2013. Warto zwrócić uwagę na potężny płomień za żołnierzem – właśnie dlatego „klasyczne” granatniki wymagają kilkumetrowej pustej strefy bezpieczeństwa za plecami strzelca. Fot. Staff Sgt. Ezekiel Kitandwe, USMC 130520-M-RO295-473, Domena publiczna

W Wojsku Polskim widziano jednak także potrzebę uzupełnienia granatników RPG-7 o lekką broń nieetatową jednorazowego użytku, która zastąpiłaby ręczne granaty przeciwpancerne. Początkowo obiecującym kierunkiem wydawały się granaty nasadkowe (które docelowo zmaterializowały się w postaci PGN-60). Tu jednak pojawił się pewien problem – standardowy karabinek AK / AKM wymagał kilku istotnych zmian konstrukcyjnych, aby można było go użyć w roli miotacza takich granatów. Polscy konstruktorzy poradzili sobie, budując jego wersję specjalną, oznaczoną „kbkg wz. 1960” (następnie „kbkg wz. 1960/72”), ale nadal nie rozwiązywało to podstawowej kwestii – broni przeciwpancernej dla każdego, czyli także dla żołnierza, który nie miał RPG-7, ani wyspecjalizowanego karabinka-granatnika.

Wybrano zatem inny kierunek, idąc tym razem śladem niemieckich drugowojennych „Panzerfaustów”, czyli granatników jednorazowego użytku. Temat otrzymał kryptonim „Argon”, a pracę nad nim podjął w roku 1971 Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia z Zielonki k. Warszawy. Spośród rozważanych kilku koncepcji, zdecydowano się na granatnik rakietowy (dzięki czemu można było wykorzystać konstrukcję sprawdzonych i udanych pocisków PGN-60 opracowanych dla karabinka-granatnika „kbkg wz. 1960”).
W tym samym czasie nad podobną bronią zastanawiały się także siły zbrojne Bułgarii, co rychło doprowadziło do współpracy i odpowiedniego podziału prac projektowych.
Nową broń zademonstrowano po raz pierwszy w Polsce na III Centralnej Wojskowej Wystawie Wynalazczości i Racjonalizatorstwa w roku 1973, pod nazwą „Kumulacyjny granat przeciwpancerny z wyrzutnią jednorazowego użytku RPG-73″. Dopracowanie zajęło jeszcze kolejne trzy lata i wówczas granatnik otrzymał docelowe oznaczenie RPG-76 i nazwę własną „Komar”, a jego twórców uhonorowano nagrodą Ministra Obrony Narodowej.
Warto przy tej okazji wspomnieć bliżej o płk dr inż. Zbigniewie Zaborowskim, który kierował tym zespołem, gdyż był on postacią o niebanalnym życiorysie. Podczas wojny walczył w Batalionach Chłopskich, a następnie – po akcji scaleniowej – w Armii Krajowej (brał udział m. in. w akcji zdobycia niemieckiego więzienia w Opolu Lubelskim). Co więcej, był także uczestnikiem powojennego podziemia antykomunistycznego (Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”), dwukrotnie aresztowanym i represjonowanym w latach czterdziestych przez bezpiekę. Mimo tego, w późniejszym okresie został żołnierzem zawodowym Wojska Polskiego i studentem Wydziału Uzbrojenia Wojskowej Akademii Technicznej. Po ukończeniu studiów zajmował się projektowaniem broni, prowadził działalność naukową, a ukoronowaniem jego kariery było stanowisko dyrektora Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia (WITU), które piastował przez wiele lat. Równolegle z pracą zawodową angażował się w działalność kombatancką – pełnił obowiązki prezesa Zarządu Głównego Ogólnopolskiego Związku Żołnierzy Batalionów Chłopskich, a także zasiadał w Radzie ds. Kombatantów przy Prezydencie RP.

Płk dr inż. Zbigniew Zaborowski (1928 – 2026), fot. Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Po prawej granatnik RPG-76 i pocisk PG-76, fot. via www.modernfirearms.net

Opracowany przez zespół płk inż. Zaborowskiego granatnik RPG-76 był bronią lekką – ważył nieco ponad 2 kg, z czego 1,78 kg przypadało na nadkalibrowy (68 mm) pocisk. Sama wyrzutnia zaś, w postaci cienkościennej rury aluminiowej (o średnicy 40 mm) miała dość nietypową konstrukcję. W odróżnieniu od większości innych granatników, rura ta była zamknięta z tyłu i wyposażona w składaną metalową kolbę. Rozłożenie kolby powodowało odbezpieczenie broni, z której następnie można było oddać strzał, jak z karabinka. Z uwagi na rozmieszczenie dysz na obwodzie pocisku i ich odchylenie o ok. 40 stopni, płomień z uruchomionego silnika rakietowego omijał strzelca i ulegał dość szybkiemu rozproszeniu, chroniąc go przed oparzeniem (niemniej z powodów bezpieczeństwa wymagano, by strzelec używał gogli chroniących oczy).
Opisany powyżej układ konstrukcyjny granatnika, choć niezwykle rzadko spotykany w broni tej klasy, miał kilka istotnych zalet, z których najważniejszą była możliwość prowadzenia ognia z zamkniętych pomieszczeń, czy nawet z wnętrz pojazdów. A pocisk kumulacyjny z RPG-76 był w stanie pokonać stalowy pancerz o grubości do 300 mm (niezależnie od dystansu strzału). Realna celność także była całkiem przyzwoita – do celów ruchomych w sprzyjających warunkach wynosiła nawet do 100 metrów (celownik miał nastawy 50, 100 i 250 metrów).
Dla porównania – używane w latach sześćdziesiątych w Wojsku Polskim ręczne granaty przeciwpancerne (rzucane przez żołnierza) „wz. 6” oraz „wz. 57” ważyły nieco ponad kilogram (czyli połowę tego co RPG-76), ale miały zasięg rzutu zaledwie około 15 (!) metrów i mogły teoretycznie przebić pancerz o maksymalnej grubości 100 mm (a w praktyce mniej).

Granatnik RPG-76 „Komar”. Egzemplarz szkolny (formalnie: szkolna makieta gabarytowo-masowa). Widok w konfiguracji transportowej oraz bojowej – z rozłożoną kolbą i celownikiem. Fot. autora

Granatnik RPG-76 „Komar” wnosił zatem do Wojska Polskiego zupełnie nową jakość. Nic dziwnego więc, że dość szybko skierowano go produkcji seryjnej. W 1980 roku powstała seria prototypowa, ale akurat w tym czasie doszło do załamania się współpracy z Bułgarami (którzy najwyraźniej przestraszyli się zmian politycznych w Polsce, jakie nastąpiły w tym roku), a to z kolei spowodowało, że strona polska musiała przejąć całość prac konstrukcyjno-technologicznych i na nowo zaprojektować niektóre elementy broni, zwłaszcza dotyczące napędu pocisku.
Ta niespodzianka plus wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 i towarzyszący mu kryzys gospodarczy, spowodowały dalsze opóźnienia w historii „Komara” tak, że dopiero w roku 1983 pierwsze egzemplarze trafiły do jednostek Wojska Polskiego, a od 1985 dostarczano je już masowo. Łącznie do roku 1995, kiedy to zakończono produkcję, powstało około 100 tysięcy „Komarów”.

Polski żołnierz składa się do strzału z granatnika RPG-76 „Komar”. Fot. via www.modernfirearms.net

Producentem wiodącym, odpowiedzialnym za montaż finalny całych granatników RPG-76 oraz za elaborację pocisku PG-76, były Zakłady Sprzętu Precyzyjnego „Predom-Prespol” w Niewiadowie. Same wyrzutnie rurowe dostarczała Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego WSK Warszawa, a korpusy i pozostałe części metalowe pocisków – Olkuska Fabryka Naczyń Emaliowanych. Producentem zapalników było natomiast przedsiębiorstwo „Predom-Termet” Świebodzice.
I właśnie to zapalniki stały się przyczyną wycofania tych granatników z uzbrojenia naszego wojska, niemal natychmiast po zakończeniu ich produkcji w drugiej połowie lat 90-tych. W toku eksploatacji okazało się, że RPG-76 nie spełniają zaostrzonych w międzyczasie (po akcesie Polski do NATO) wymogów bezpieczeństwa. Konkretnie pociski nie miały samolikwidatora, niezbędnego gdy wystrzelony pocisk nie trafił w cel i spadł nie wybuchając. W rezultacie, wszystkie „Komary” powędrowały do magazynów, a co do ich przyszłości – nikt nie miał pomysłu…
Kolejna odmiana losu nadeszła jednak dość szybko, wraz z udziałem Polskich Kontyngentów Wojskowych w Iraku oraz w Afganistanie. „Komary” okazały się tam nieocenione jako lekka broń wsparcia (oczywiście nie do niszczenia czołgów, których talibowie nie posiadali, ale do burzenia umocnionych punktów oporu), a brak samolikwidatora jakoś przestał przeszkadzać. Przy tej okazji, w roku 2009 zaproponowano wojsku wyposażenie ich w nowe zapalniki DCR-2 z samolikwidatorami, ale propozycja nie spotkała się z zainteresowaniem.

W roku 2018 Agencja Mienia Wojskowego wystawiła na sprzedaż 24 589 granatników RPG-76, czyli to, co po „misjach” pozostało jeszcze w magazynach.
Przez kolejne cztery lata chętnych jednak nie było, aż nadszedł rok 2022 i „Specjalna Operacja Wojskowa”, czyli inwazja Rosji na Ukrainę. W ramach wsparcia zaatakowanego sąsiada, wszystkie te RPG-76 trafiły do Sił Zbrojnych Ukrainy. I tam – ku zaskoczeniu wielu obserwatorów – wykazały się zadziwiająca skutecznością. Kluczem okazała się być taktyka ich użycia, zwłaszcza podczas walk w miastach i na terenach zabudowanych. Strzelano z nich wówczas m. in. z wnętrz budynków przez okna i dziury w ścianach, w pełni wykorzystując wspomnianą możliwość odpalania nawet z ciasnych zamkniętych pomieszczeń, bez kilkumetrowej „strefy bezpieczeństwa” za plecami strzelca. Okazało się także, że pociski PG-76 są wciąż skuteczne przeciwko większości celów opancerzonych, takich jak transportery, BWP, a nawet boczne i górne pancerze czołgów.

Rok 2023 i „Komary” na Ukrainie. Na zdjęciu górnym prezentacja granatnika dla żołnierzy, na zdjęciu dolnym moment wystrzału. Warto zwrócić uwagę, jak rozproszony i odsunięty od strzelca jest płomień silnika rakietowego pocisku i porównać to ze zdjęciem z początku artykułu, przedstawiającym strzał z RPG-7…. Fot. via Internet

Obecnie historię granatnika RPG-76 można już uznać za definitywnie zakończoną – ogromna większość została wykorzystana w rzeczywistych bitwach, a podejmowane próby ponownego wprowadzenia ich do produkcji nie doczekały się finału. „Komary” pozostaną zatem zapewne przykładem broni prostej i mało efektownej, ale bardzo skutecznej i chwalonej przez tych, którym przyszło jej użyć.

*) „Komar, niewielkie licho, lecz bardzo czupurne.
Wyciągnąwszy różeczki i skrzydła poczwórne.
I żądełko krwi chciwe
…”
[A. Mickiewicz]