Szach-mat. Francuski pistolet maszynowy MAT 49

      Możliwość komentowania Szach-mat. Francuski pistolet maszynowy MAT 49 została wyłączona

Pistolet maszynowy MAT 49. Fot. via Robert Bruce

Po zakończeniu II wojny światowej francuscy żołnierze uzbrojeni byli w prawdziwą mieszankę typów broni strzeleckiej – głównie pochodzenia alianckiego (amerykańskiego i brytyjskiego), zdobyczną poniemiecką oraz własnej przedwojennej produkcji. Z jednej strony generowało to problemy logistyczne (różnoraka amunicja), a z drugiej – wciąż przypominało Francuzom o bolesnej klęsce w roku 1940 i późniejszym bytowaniu sił generała de Gaulle’a na „łaskawym garnuszku” USA oraz Wielkiej Brytanii.

Osobliwości narodowego pistoletu maszynowego

Powojenne władze francuskie postawiły sobie za punkt honoru odbudowę potęgi i prestiżu kraju. Łatwiej było jednak to zadeklarować, niż zrealizować. Nie dość, że kraj był podzielony i ogarnięty falą rozliczeń, a zrujnowana niemiecką okupacją gospodarka ledwo zipiała, to jeszcze właśnie wtedy zaczęło się rozpadać  imperium kolonialne.

Jako pierwsze zbuntowały się Indochiny. Ich mieszkańcy mieli Francji za złe, że nie potrafiła obronić ich przed Japończykami, a co gorsza – nawet nie próbowała. Francuzi po prostu stracili tam twarz, więc kiedy w roku 1945 usiłowali powrócić, zostali powitani niechęcią, która rychło przerodziła się w zbrojny opór, umiejętnie podsycany przez lokalnych komunistów. Niebawem podobnie antyfrancuskie nastroje zapanowały i w koloniach afrykańskich. W rezultacie francuskie siły zbrojne w ciągu kilku kolejnych lat zostały uwikłane w liczne lokalne wojny, a to wymagało maksymalnego zoptymalizowania i uproszczenia logistyki (zwłaszcza dostaw broni i amunicji z Francji na odległe tereny walk).

Te właśnie przyczyny spowodowały pilną potrzebę jak najszybszej standaryzacji broni strzeleckiej – i to własnej konstrukcji oraz produkcji  

W kategorii pistoletów maszynowych, najprostszym rozwiązaniem wydawało się ponowne wprowadzenie udanego przedwojennego modelu – MAS 38. Niestety, zarówno doświadczenia wojenne, jak i bieżące wymagania wyraźnie wskazywały, że broń ta strzela zbyt słabą amunicją (francuski nabór pistoletowy 7,65 x 20 mm MAS „Long”). W tej sytuacji jako nowy standard przyjęto nabój 9 x 19 mm Parabellum (stosowany powszechnie w brytyjskich „Stenach”, niemieckich MP 40, a nawet w amerykańskich M3 „Grease” w wersji przeznaczonej dla francuskiego ruchu oporu). I to właśnie pod tę amunicję miano zaprojektować nowy pistolet maszynowy, lepszy od analogicznej broni zarówno sojuszników, jak i potencjalnych wrogów.

W tym czasie głównymi francuskimi producentami broni strzeleckiej były trzy firmy trzy państwowe: M.A.C. (Manufacture d’Armes de Chatellerault), M.A.S. (Manufacture d’Armes de Saint-Etienne), M.A.T. (Manufacture d’Armes de Tulle) oraz jedna prywatna: „Hotchkiss”. W roku 1946 do wszystkich czterech skierowano zapytanie i wszystkie opracowały projekty pistoletów maszynowych kal. 9 mm.

Najciekawsze spośród wymagań dotyczyły technologii produkcji – broń miała być w maksymalnym stopniu wykonana z elementów tłoczonych z blach – oraz „zwartości” konstrukcji. Tu wymagane były zarówno składane lub wysuwane kolby, jak i odchylane do transportu magazynki wraz z gniazdami (!) – broń miała zajmować jak najmniej miejsca w transporcie. Nawiasem mówiąc, była to druga przyczyna, dla której odrzucono wspomnianego przedwojennego MAS 38 – jego produkcja wymagała bowiem skomplikowanego frezowania stalowych odkuwek, a odchylanie magazynka było oczywiście niemożliwe.

Francuskie powojenne pistolety maszynowe. Po lewej u góry MAC 48LS, poniżej MAS 48C1. Po prawej stronie Hotchkiss „Type Universal” w położeniu bojowym oraz transportowym. Fot. via Jean Huon

Najbardziej radykalne rozwiązanie przedstawił Hotchkiss. Ich pistolet maszynowy, nazwany „Type Universal” można było złożyć w paczkę o wymiarach zaledwie 43,5 × 12 cm! Przenosiło się go wręcz rewelacyjnie wygodnie, ale w nagłej potrzebie przejście w położenie bojowe wymagało wykonania kilku nieoczywistych czynności (a w stresie łatwo było o pomyłkę), zajmujących w dodatku cenny czas – a użytkownik był wówczas bezbronny.

Koniec końców, po trzech latach intensywnych prób, w dniu 20 maja 1949 roku ogłoszono decyzję. Zwycięzcą został pistolet maszynowy skonstruowany przez zespół kierowany przez Pierre Monteil’a z firmy M.A.T. Otrzymał on oficjalne oznaczenie „Pistolet Mitrailleur de 9mm Modele 1949”, ale powszechnie znano go jako „MAT 49”.

Pierre Monteil i jego MAT 49. Fot via Jean Huon

Produkcja i dostawy broni zaczęły się w roku 1950, a nowe pistolety maszynowe natychmiast pojechały na wojnę do dalekiego Wietnamu. Sprawdziły się tam znakomicie i zyskały wysokie oceny po obu stronach konfliktu. Co  prawda Francuzi po katastrofalnej klęsce w maju 1954 pod Điện Biên Phủ musieli ostatecznie wynieść się z Indochin jak niepyszni, ale Wietnamczycy tak bardzo zachwycili się zdobycznymi MAT 49, że nawet uruchomili własną produkcję (po dostosowaniu projektu pod radziecki nabój pistoletowy 7,62 x 25 mm).

Faktycznie, MAT 49 był „bronią żołnierzy” – niezawodną i skuteczną. Sprawdzał się w najbardziej wymagających warunkach i służył przez ponad pięćdziesiąt lat. Mimo prostej konstrukcji był także bardzo bezpieczny dla użytkownika – strzał można było oddać tylko po solidnym uchwyceniu rękojeści (i przyciśnięciu zarazem umieszczonego na niej pokaźnego bezpiecznika). Inne bezpieczniki nie były potrzebne – wystarczało odchylenie magazynka, a wówczas w komorze nabojowej po prostu nie było naboju.

Pistolet maszynowy MAT 49 z kolekcji autora, wyprodukowany w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku w zakładach M.A.T. w Tulle. Egzemplarz numer J 14666 należący do tzw. „drugiej odmiany” (produkowanej od roku 1955) z trapezoidalną obejmą tyłu komory zamkowej i wzmocnionym bezpiecznikiem chwytowym (co oznaczano „gwiazdką” nabitą na lewej stronie  języka spustowego). Zdjęcia przedstawiają broń w konfiguracji bojowej oraz transportowej (ze złożonym magazynkiem i jego gniazdem oraz wsuniętą kolbą teleskopową).

Pistolety maszynowe MAT 49 produkowano przede wszystkim w macierzystych zakładach w Tulle. W latach 1950-54 część produkcji przejęły zakłady M.A.C. (Châtellerault), a od połowy lat sześćdziesiątych – także zakłady M.A.S. (St. Etienne). Łącznie we Francji wyprodukowano ponad 825 tysięcy egzemplarzy tej broni (w tym ponad 700 000 przez M.A.T.).

Bitwa o Kolwezi – chwała i łabędzi śpiew MAT 49

Z Armii Francuskiej ostatnie pistolety maszynowe MAT 49 wycofano dopiero w roku 1998 (chociaż już od połowy lat siedemdziesiątych zaczęto wprowadzanie ich następcy – karabinków FAMAS F1), natomiast jednostki policji i żandarmerii używały ich jeszcze w XXI wieku. Ich ostatnie użycie bojowe przez wojsko (2 Pułk Spadochroniarzy Legii Cudzoziemskiej / 2e Régiment Étranger de Parachutistes) miało miejsce w maju 1978 podczas bitwy o Kolwezi.

Bitwa ta warta jest zresztą krótkiego przypomnienia – w niej bowiem, jak pod soczewką skupiły się wszystkie elementy ówczesnej zimnowojennej walki mocarstw o surowce afrykańskie. Wbrew ówcześnie rozpowszechnianej narracji o „wyzysku postkolonialnym” i „gniewie postępowego ludu”, kluczową rolę odegrały tu intrygi ZSRR, który postanowił odciąć kraje zachodnie od bogatych złóż kobaltu znajdujących się w prowincji Shaba w ówczesnym Zairze (obecnie Demokratyczna Republika Konga). W maju 1978 wybuchło tam antyrządowe powstanie, które natychmiast zostało wsparte przez zagranicznych najemników (pochodzących głównie z Angoli, a wyszkolonych przez obecnych tam „doradców” z Kuby i wyposażonych w radziecką broń, także dostarczoną przez Kubańczyków).

Rebelianci zajęli miasto Kolwezi (stolicę regionu), gdzie natychmiast wzięli obecnych tam Europejczyków (głównie Francuzów i Belgów) jako zakładników, a co najmniej kilkudziesięciu z nich zamordowali na miejscu. Władze Zairu, po nieudanej próbie spacyfikowania rebeliantów własnymi siłami (co tylko zwiększyło liczbę cywilnych ofiar), poprosiły Francję, Belgię oraz USA o interwencję zbrojną w regionie. Uzgodniono, że bezpośrednie działania podejmą dwa pierwsze kraje, a Stany Zjednoczone zapewnią wsparcie logistyczne.

19 maja wczesnym popołudniem, 2 Pułk Spadochroniarzy Legii Cudzoziemskiej wykonał desant z niskiego pułapu wprost na miasto (skakano na otwarty, płaski teren starego hipodromu). Zaskoczenie było zupełne i w ciągu kilku godzin spadochroniarze pułkownika Philippe Erulina opanowali Kolwezi, a do 22 maja (po przybyciu posiłków) – cały region. Uwolniono około dwóch tysięcy zakładników, a ich zeznania oraz odkrycie grobów z ciałami zamordowanych cywilów, spowodowało powszechne oburzenie światowej opinii publicznej na rebeliantów i pełne zaakceptowanie interwencji (która dotąd budziła wątpliwości i mieszane komentarze).

Bitwa o Kolwezi: sierżant Sablek (żołnierz 2e REP, prawdziwe nazwisko: Zlatko Sabljic) prowadzi schwytanego rebelianta. Dobrze widoczne uzbrojenie legionisty – pistolet maszynowy MAT 49. Fot. https://foreignlegion.info

Po tej operacji, w siłach zbrojnych Francji uznano jednak, że pistolety maszynowe MAT 49, chociaż wciąż skuteczne, niezawodne i lubiane, nie dorównują siłą ognia najnowszym modelom karabinków Kałasznikowa, jakimi dysponowali rebelianci. Przyspieszyło to proces przezbrojenia elitarnych jednostek armii francuskiej w broń nowej generacji – znakomite karabinki FAMAS F1, chociaż poczciwe MAT 49 w jednostkach drugorzutowych i tyłowych przetrwały jeszcze dwadzieścia lat. Zapewne do dzisiaj część z nich wciąż spoczywa w magazynach mobilizacyjnych „Gendarmerie Nationale”, czyli francuskiej formacji paramilitarnej pełniącej zadania policyjne w zakresie utrzymania ładu i porządku (w tym siłowego egzekwowania prawa – np. rozpraszanie zamieszek).

Pistolety maszynowe MAT 49 wciąż także są wykorzystywane przez siły zbrojne licznych krajów Afryki i wygląda na to, że ta niezniszczalna broń będzie służyć swoim użytkownikom jeszcze przez wiele lat.