Z „RAK-iem” w godle, czyli jak pistolet maszynowy wz. 63 uwikłał się w politykę

      Możliwość komentowania Z „RAK-iem” w godle, czyli jak pistolet maszynowy wz. 63 uwikłał się w politykę została wyłączona

Każda szanująca się publikacja o karabinkach Kałasznikowa zawiera wzmiankę, że jest to chyba jedyna broń, która znalazła się w oficjalnych godłach państwowych (Mozambik, Timor Wschodni). I jest to prawda, ale nasz „RAK” – czyli pistolet maszynowy wz. 63 – także znalazł się na oficjalnym godle i fladze, co prawda nie państwowym, ale pewnej organizacji politycznej i to aż w Afganistanie.

Historia „Raka” zaczęła się pod koniec lat czterdziestych, kiedy w ZSRR oraz krajach uzależnionych dostrzeżono potrzebę opracowania zupełnie nowej broni automatycznej przeznaczonej dla wojska (załóg wozów bojowych, dywersantów, niektórych służb), ale także i dla funkcjonariuszy bezpieki i milicji. Miała to być broń o sile ognia (szybkostrzelności teoretycznej) porównywalnej z ówczesnymi pistoletami maszynowymi, ale równocześnie o zdecydowanie mniejszych wymiarach i masie. W ZSRR rolę tę miał spełniać pistolet maszynowy APS Stieczkina na nabój 7,62 x 25 mm, który jednak nie zyskał nadmiernej popularności (był mało poręczny z uwagi na przestarzałą koncepcję dołączanej drewnianej „kolby-kabury”, a przy tym okazał się niezbyt ekonomiczny w produkcji).

W Czechosłowacji oraz w Polsce także zainteresowano się koncepcją niewielkiego pistoletu maszynowego i opracowano dwie własne konstrukcje – odpowiednio „7,65 mm samopal vz. 61 Škorpion” oraz „9 mm pistolet maszynowy wz. 63”.

Konstruktor pistoletu maszynowego wz. 63 prof. Piotr Wilniewczyc. Obok: ówczesne Zakłady Metalowe im. Gen. Waltera w Radomiu, czyli popularny „Łucznik”. Fot. via Wikimedia

Projekt wstępny broni polskiej powstał w drugiej połowie lat pięćdziesiątych w zespole kierowanym przez prof. Piotra Wilniewczyca (w skład zespołu wchodzili: prof. Marian Wakalski, mgr inż. Grzegorz Czubak i mgr inż. Tadeusz Bednarski). Po śmierci Wilniewczyca (zm. 1960) dopracowanie konstrukcji przejęły radomskie Zakłady Metalowe im. Generała Waltera („Łucznik”), przewidziane na jej producenta. Tam pistolet maszynowy zyskał finalny kształt, w tym nową wysuwaną kolbę i składany przedni chwyt. Produkcje rozpoczęto w roku 1964, a  – co ciekawe – dopiero rok później broń przyjęto oficjalnie do uzbrojenia Wojska Polskiego. Jej półoficjalna nazwa „RAK”, która pierwszy raz pojawiła się w roku 1963 we wniosku patentowym, nie doczekała się dotąd zadowalającego wyjaśnienia (spotykane czasami rozwinięcie jej jako skrótu „Ręczny Automat Komandosów” jest mocno dyskusyjne, gdyż mianem „Automat” określano zupełnie inny rodzaj broni – np. „Automat Kałasznikowa”). Równie uprawnione jest np. nawiązanie tej nazwy do nieco wcześniejszego wspomnianego czechosłowackiego „Škorpiona” – broni o analogicznym przeznaczeniu i zbliżonych parametrach…

Pistolet maszynowy wz. 63 z kolekcji autora, egzemplarz o numerze seryjnym ZK5593, wyprodukowany w Radomiu w 1974 r (ostatni rok produkcji)

Użytkownicy broni (Wojsko Polskie, Milicja Obywatelska, służby specjalne polskie i innych krajów – np. enerdowska „Stasi”) mieli co do niej mieszane uczucia. Doceniano przemyślaną i zwartą konstrukcję oraz możliwość przeładowania jedną ręką (opierając o jakąkolwiek oporę łyżkę osłabiacza podrzutu, połączonego z zamkiem), ale z drugiej strony niektóre z rozwiązań, chociaż w teorii miały ułatwiać jej obsługę, jednak niezbyt dobrze sprawdzały się w praktyce. Przykładowo – broń mogła strzelać ogniem pojedynczym lub seryjnym, w zależności od siły nacisku na język spustowy (nie było odrębnego przełącznika ognia). Istniało  zatem ryzyko, że strzelec w pośpiechu czy w stresie może zamiast pojedynczego strzału niechcący opróżnić od razu cały magazynek. Przy tym, podczas strzelania seriami, celność i skupienie także pozostawiały wiele do życzenia. W dodatku, z uwagi na konstrukcję oraz strzelanie z nieosłoniętego zamka otwartego, broń była dość podatna na zanieczyszczenia na polu walki.

Do „RAK-a” stosowano magazynki pudełkowe na 15 lub 25 naboi. Te krótsze umożliwiały noszenie załadowanej broni w futerale udowym.

Napinanie zamka pistoletu maszynowego wz. 63 jedną ręką. Rysunek z instrukcji „MON Uzbr. 1048/68 – 9 mm pistolet maszynowy wz. 63. Opis i użytkowanie. Sposoby i zasady strzelania” str. 10. Warto zwrócić uwagę na specyficzne podejście autorów instrukcji do kwestii bezpieczeństwa – ten palec strzelca spoczywający na języku spustowym aż się prosi o nieszczęście…

Pistolet maszynowy wz. 63 był chyba jedynym w historii polskim produktem skopiowanym i produkowanym seryjnie (rzecz jasna bez licencji) przez Chińczyków. Za wzorzec posłużyło kilka egzemplarzy (pochodzących z polskich dostaw do Wietnamu), a zdobytych podczas konfliktu chińsko-wietnamskiego w roku 1979. Broń produkcji chińskiej, wytwarzania przez Norinco i oznaczona „Typ 82” przeznaczona była dla jednostek piechoty walczących w dżungli (co ciekawe, w odróżnieniu od polskiego oryginału, nie przewidywano uzbrojenia w nią załóg wozów bojowych). Po krótkim okresie użytkowania, Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza zdecydowała jednak o wycofaniu tej broni, a wyprodukowane egzemplarze przekazano do jednostek specjalnych policji. Stamtąd część trafiła różnymi kanałami do grup przestępczych w Hong-Kongu (jeszcze w czasach brytyjskiej władzy nad kolonią), gdzie odnotowano jej użycie w kilku napadach rabunkowych. Spora liczba odnalazła się także na wyposażeniu różnych ugrupowań partyzanckich i wywrotowych, wspieranych przez Chiny. I to jedno z nich – maoistowska Organizacja Wyzwolenia Afganistanu („Afghanistan Liberation Organization”) – umieściło tę broń na swoim oficjalnym godle, w towarzystwie sierpa i młota. A to z kolei jest chyba jedynym przypadkiem, kiedy broń pochodzenia polskiego stała się elementem symbolu ugrupowania politycznego.

[Fot. 4. Pistolet maszynowy wz. 63 w rękach chińskiego policjanta oraz w godle „Afghanistan Liberation Organization”. Fot. via Internet]

Pistolety maszynowe wz. 63 zapisały się również i w historii polityczne Polski – to właśnie ich użyli funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO podczas pacyfikacji kopalni „Wujek” w stanie wojennym 16 grudnia 1981 (9 ofiar śmiertelnych).